Wyidealizowała miłość.

     Miłość.Jedno słowo, a każdemu nasunie się zupełnie inny obraz i odczucia. Mówi się, że to szereg poświęceń i kompromisów. Bardzo często wyrzeczenie się jednych rzeczy dla drugich. Słyszy się, że trzeba przygotować się na najgorsze, bo słowo to nie oznacza wiecznie ciągnącego się szczęścia i błogiego śmiechu. Za tym kryje się wszystko. Krzyk, łzy, cierpienie, ból, niepewność, masa potłuczonych talerzy i nieprzespanych nocy. Śmiech i łzy przez niego, radość, uśmiechanie do telefonu, chichotanie, snucie planów na przyszłość i pewność, że istnieje ktoś, kto nas rozumie – osoba, do której zawsze możemy przyjść i mamy pewność, że nas nie odtrąci. Ludzie mówią, że miłość jest wszystkim i dla niej są skłonni poświęcić wszystko inne. Przyjaciół, rodzinę… Podobno nie istnieje nic lepszego. Niezwykłym szczęściarzem można nazwać tego, kto odnajdzie ją odwzajemnioną i przepełnioną szczerością. Szkoda jedynie, iż większość wyobraża ją sobie jako wiecznie trwająca arkadię…

Żyjemy w XXI wieku, gdzie technologia opanowała niemalże każdą sferę życia człowieka, a dwójka ludzi pałająca do siebie niezwykłym uczuciem jest propagowana wszędzie. Namiętność, miłość mają swoje odzwierciedlenie w muzyce, filmach, literaturze, a nawet sztuce. Z reguły przedstawiana w świetnych alternatywach. Ludzie poznają się. Zobaczą gdziekolwiek – na ulicy,  w parku, sklepie, wyścigach motocrossowych czy ujeżdżaniu byków jak w przypadku „Najdłuższej podróży”. Niby wszystko wychodzi tak naturalnie. Oczywiście bohaterowie napotykają na drodze parę przeszkód, żeby nie było za kolorowo, to oczywiste. Jednak co z tego, jeżeli całość kończy się pogodzeniem różniących ich stron, nagłym rozwiązaniem niejasnych sytuacji na tyle, iż od razu mogą zacząć wspólnie mieszkać. Teściowa jak na pstryknięcie palcem polubiła zięcia, a pieniądze, których tak bardzo brakowało, zostały im przekazane w spadku po dziadku, o którego istnieniu nawet nie mieli pojęcia. I nie mówimy o jedynce z czterema zerami, a z OŚMIOMA. W skrócie bajka a nie, realne życie. Mimo wszystko, ludzie kochają bajki. Lubią wierzyć, że coś będzie świetne, miłość przetrwa wszystko, a życie widzą poprzez pryzmat twórców filmu. Zero poważniejszych przeszkód, które prowadzą do happy end-u. Jednak tak zwany end dla wielu oznacza małżeństwo, jakby zapominali, że po ślubie życie toczy się dalej. Wówczas przychodzi większa rutyna, monotonia i obowiązki, które tym razem macie wspólne. Nie widzicie się tylko w najlepszym wydaniu jak wcześniej wychodząc na kolację do restauracji. Jesteście świadkami najgorszych momentów.. jak zatrucie pokarmowe, poranny kac czy naturalne odruchy ludzie, które na dłuższą metę ciężko wstrzymać. Mieszkając razem, w końcu dostrzegamy konkretne przyzwyczajenie ludzi: niezamykanie klapki od ubikacji, niezmywanie a nawet niezanoszenie do zlewu (!) naczyń, ciuchy porozrzucane po całym pokoju… co z tego, że zawsze jak do niego przychodziłaś, nie było śladu najmniejszego kurzu? Wierz mi, na jeden wieczór był / była w stanie posprzątać, ale z rana pokój mógł się przeobrazić w pobojowisko. I najnormalniej w świecie o tym nie wiedziałeś. Tak to działa.
Wszyscy nabierają się na magię kina. W tym tłumie znalazła się również Maryśka. Długi okres czasu zmuszona była trwać w samotności. Samo wyszło. Ten był nie taki, tamten robił to, a tamten to już kompletna porażka i strata czasu, jednak znajomość z każdym z nich zaczynała się tak samo. Ukradkowe spojrzenia, nieśmiałe uśmiechy, pierwsze tańce i wymienione zdania. Każdy sprawiał wrażenie idealnego i dobrze wychowanego. Komplementy i romantyczne gesty nie miały końca. Jednego dnia odwiedzili teatr, drugiego byli na premierze podobnież najlepszego filmu wszech czasów, a jeszcze następnego w jednej z droższych restauracji we Francji. Życie bajka. Ooo, dokładnie jak w filmie. On nie widywał jej bez makijażu, a ona jego (nie)humoru przed poranną kawą. Myśleli, że para z nich idealna. Bo była. Ale osobno mieszkająca. Po oświadczynach wszystko nabrało tempa. Wspólne mieszkanie, samochód i każdy dzień. O ile ona była w stanie wstawać wcześniej by zrobić make-up, on nie dawał rady  ukryć swoich złośliwości przed kawą. Długo ze sobą nie wytrzymali. Każdy detal stawał się problemem. Ściereczka do mycia naczyń nie w tym miejscu, co trzeba. Telewizor w sypialni włączony do 3 w nocy. Brak zaangażowania  obowiązki domowe i czekanie, aż obiad sam postawi się na stole.
W dzień rozwodu Marysia postanowiła sobie jedną, istotną rzecz. Od tej pory nigdy nie zamierzała poślubić kogoś bez wcześniejszego zamieszkania razem. Bo wspólne życie to zupełnie coś innego niż wspólne wypady i widywanie się. Dzielenie mieszkania to etap, do którego trzeba się odpowiednio przygotować i dojrzeć. Ponieważ to o wiele więcej kompromisów niż ktoś, kto tego nie zaznał, potrafi sobie wyobrazić.

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Wyidealizowała miłość.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s