Nie wiedział choć wiedział.

Follow my blog with Bloglovin

Zrozumiał, że szczęście było tam, gdzie go nie szukał. 
R. był chujem. Wszystkie to wiedziały. Ona, ona i tamta również. Każda liczyła na to, że z nią będzie inaczej. Łudziła się, że dla niej się zmieni, porzuci dotychczasowe życie bez zobowiązań i stanie się jej księciem na białym koniu. Ojj taaak, na członka rodziny królewskiej zdecydowanie się nadawał. Metr dziewięćdziesiąt czystego seksu. Uwydatnione kości policzkowe, delikatny zarost, długie rzęsy i ciemna karnacja czyniły z niego obiekt pożądania każdej kobiety na ulicy. R. to wiedział i często wykorzystywał. Skąd miał pewność, iż każdej? Sprawdzał to wielokrotnie. Nieustannie zmuszony był ukrywać się w szafie zamężnej laski, której mąż akurat tego dnia wrócił wcześniej z pracy albo obściskiwał się w szczelinie między budynkami z poznaną dwie minuty temu brunetką. Nie raz opuszczał dom kobiety z myślą o niej. Jednak nigdy, przenigdy nie myślał o swoich kochankach pozytywnie. Ot tak. Po prostu mu się nie zdarzało. W sumie nawet nie miał powodu do posiadania odmiennej opinii na ich temat. Dzielił je na kategorie: były puste, były te cycate i łatwe. Mógł im powiedzieć cokolwiek, a one bez względu na to zapraszały go z powrotem i wydzwaniały jeśli udało im się zdobyć numer telefonu. Były naiwne. Wierzyły, że wróci. Modliły się by to zrobił. Błagały i płakały. A on? Miał to gdzieś. Wiedział, że nie wróci. Aby to zrobić musiałby mieć do nich szacunek, a nie ukrywajmy. Ciężko o coś takiego, gdy kobieta tuż po uściśnięciu ręki uporczywie zapraszała go do siebie bądź chciała zaciągnąć do najbliższej łazienki. No błagaam. Gdyby poczekały chociażby do drugiego spotkania, MOŻE sytuacja wyglądałaby inaczej. MOŻE.
R. był typem samotnika. Uwielbiał niezależność i nienawidził bycia czyimś. Znał wszelkie potrzeby kobiet. Tę parę lat takiego stylu życia jakie prowadził czegoś go nauczyły, jednak nie rozumiał. Nie chciał bądź nie potrafił, to już nie było istotne. Wszystkie chciały deklaracji, obietnic. Leciały na słowa, a nie zwracały uwagi na czyny, które w jego świecie o wiele bardziej się liczyły. Wystarczyło, że powiedział „kocham” a kompletnie ignorował, cieszyły się. Poświęcając cały swój czas i przyjeżdżając do nich, a nie wypowiadając nawet marnego „lubię cię” – był wyzywany od dupków. Potrafił bajerować, a nawet sprawiało mu to przyjemność widząc jak słodkie idiotki wierzą w jego słowa po jednej, jedynej wspólnie spędzonej nocy. Chciały, żeby wracał. Nie wracał. Nie do nich. Miał swoje miejsce na ziemi, gdzie chciał wracać. JEJ małe mieszkanie w bloku. Zadbane, dość przytulne. Znała go i rozumiała. Nie chciała deklaracji. Nie prosiła by dzwonił i przyjechał kolejnego dnia. Ona rozumiała. Do niej wracał zawsze. Chciał. Czuł, że potrzebuje jej dotyku, głosu i widoku. Kochał, choć nigdy jej tego nie powiedział. Ona wiedziała i nie wymagała. Udowadniał to, a jej to wystarczyło.  Wracał. Z czasem zmienił styl życia. Dla niej. Nie czuł, że coś utracił. Zrobił to dla niej, a największą radość czerpał z jej szczęścia. Tydzień za tygodniem, miesiąc za miesiącem bywał u niej coraz częściej. Była jego najlepszą a zarazem jedyną przyjaciółką. I najlepszą kochanką. Potem ukochaną dziewczyną i narzeczoną, a do końca życia prawdziwą miłością. Wiedziała, że jej nie skrzywdzi. Nie potrafiłby.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s