W-w-w-WAL(e)tynki

Follow my blog with Bloglovin

Jeden z tych dni zupełnie nieodróżniających się na tle poprzednich. Wstała, ubrała się i nałożyła przyzwoitą warstwę tapety na twarz. Powlekając nogami, stopień po stopniu, zeszła na dół i zaparzyła sobie filiżankę ulubionej kawy. Wyglądała jak co dzień, a jednak wyjątkowo pięknie. Pierwszy raz od x czasu naprawdę spojrzała z uśmiechem w lustro. Na swój sposób emanowało z niej szczęście, które rozprysło się jak bańka mydlana. Ale nie taka przeciętna, zwykła, którą puszczają dzieci dla zabawy. Jej bańka była wyjątkowa – czas ją unicestwiał. Jej powolna destrukcja doprowadzała do szaleństwa. Zniknęła tuż po północy razem z  kolejnym, nadchodzącym porankiem. 
Od niepamiętnych czasów ten jeden dzień w roku zawsze spędzała w towarzystwie własnej osoby. Nie dlatego, że chciała. O nie nie nie. Po prostu tak wychodziło. Tu Stefan ją rzucił, a tam akurat się z nikim nie spotykała. I w ten sposób zlatywał rok za rokiem, a ona nadal tkwiła w tej nieszczęsnej otchłani porażki. Jednakże ten rok miał być inny. Poznała A. Częściej się uśmiechała, a pożądanie, które pulsowało między jej udami było zaspokajane co najmniej dwa razy  w tygodniu. Nie miała za bardzo na co narzekać. Obudziła się z cudownym wyobrażeniem. Chwilami miała deja vu, pewnie nawet nocami nieświadomie przywoływała rozkoszne momenty. Kładąc się spać dnia poprzedniego celowo dobrała bieliznę… uderzyła w czarną koronkę, bo klasycznie. Nie chciała, aby wyglądało, że dzisiaj w szczególności liczyła  na jego obecność. Gdziekolwiek by się nie ruszyła, czuła to napięcie. TAK BARDZO GO TAM PRAGNĘŁA. Seks był obecny wszędzie. Nie była w stanie wytrzymać tego ciągłego oczekiwania. Niemalże widziała jak przygniata ją do ściany, a kolanem wsadzonym między jej, delikatnie uciska. Czuła zapach jego perfum. Odczuwała pieszczoty języka. Słyszała cichy, lekko zachrypnięty głos przekonujący ją o jej wyjątkowości i cudowności. Była w stanie osiągnąć orgazm od samych myśli. Cały dzień żyła wyobrażeniem, bo A. się nie pojawił. I nigdy więcej już tego nie zrobił. W dzień świętego, cholernego Walentego skończyło się jej szczęście mające trwać wieczność. Przykrość wypełniła jej wnętrze. Czuła pulsujący ból w klatce piersiowej.  Ale pogodziła się z tym. Nie miała większego wyboru. Miała świadomość, że akurat na to nie posiada żadnego wpływu… 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s