Sen, który (nie) okazał się rzeczywistością.

   Spała. Śniła. Wierzyła.

Przewracała się z boku na bok. Mimo kołdry po szyję, czuła chłód okalający  całe jej ciało. Pogrążona w lęku, bała się wystawić po za łóżko najmniejszy palec stopy, jakby od tego zależała jej dalsza egzystencja. Gdyby się odkryła, rytm serca stopniowo uległby spowolnieniu, a ciało pokryła delikatna warstwa lodu, która z sekundy na sekundę rosłaby w siłę. Uczucie samotności nie opuściło jej nawet na chwilę. Zimna, głodna, pozbawiona sensu życia stawała się trupem wpatrzonym w sufit. Miała mętne spojrzenie, lecz nie zaliczało się do tych pustych. Wyrażało wszystko. Odzwierciedlało niewinność duszy. Pozbawiło ją ubrania, przez co była całkowicie naga bez jakiejkolwiek szansy na obronę. Przejrzysta. Pełna pokory, ze świadomością swoich niedoskonałości. Z odrażającą przeszłością. Wszystko, co miała i pragnęła ukryć, było na wyciągnięcie ręki każdego, kto posiadał takie życzenie. Była całkowicie bezsilna. Do czasu. Wszystko jest do czasu.
Pojawił się niespodziewanie. Po podaniu sobie rąk wiedział o niej wszystko. A przecież nie wymienili ani jednego słowa. Rozmowa trwała długo, za długo jak na nią. Wszystko, o czym rozmawiali było serią wymienionych spojrzeń. Często ucieczką przed niewypowiedzianymi pytaniami. Przerażał ją. W jednej chwili stał się jej najbliższym człowiekiem. O wiele bardziej niż przyjaciółka, którą znała od przedszkola. Nie rozumiała tego. Nie zależało jej na tym. Mimo drżenia duszy, pragnęła ujrzeć go ponownie. Potrzebowała tego jak tlenu. Następnego dnia przyszła w to samo miejsce. Byli umówieni choć żadne z nich nie wypowiedziało tego na głos. Idąc na miejsce nie była pewna czy się pojawi, jednak on już czekał. Nerwowo przemieszczał się wzdłuż przystanku autobusowego. Usiedli przy tym samym stoliku. Rozmawiali przez 3 godziny milcząc. Komunikowali się za pomocą spojrzeń. Dokładnie tak samo jak za pierwszym razem. Ostatecznie każdy odszedł w swoim kierunku. Nie chciał jej zostawiać. Przywiązał się, wbrew własnym zasadom. Nigdy się nie angażował. Każda dziewczyna była dla niego sex zabawką. Uważał, że mu to wystarczy. Pomimo to, spotkali się jeszcze 7 razy. Zakochał się. Ona zresztą  też.  Marzył by wbić się w jej pełne usta. Wpleść palce w długie blond włosy, a seks uprawiać z nią i tylko z nią do końca życia. Jednak nie mógł tego zrobić. Zdał sobie z tego sprawę w chwili uściśnięcia jej delikatnej, szczupłej dłoni. Gdy wsiadajała do autobusu, nagle zastąpił jej drogę.
-Przepraszam.. Nie-e-e  wiedziałe-e-em. Nie chciałem. Nie byłem sobą. Żegnaj.- to było pierwsze zdanie jakie do niej powiedział. Pierwsze a zarazem ostatnie. A ona oniemiała. Całe życie przepłynęło jej przed oczami. To był on. Powód, dla którego bała sięę świata. Powód, dla którego stała się cieniem. To był jej gwałciciel. Osoba, którą miała zaszczyt poznać, gdy miała lat 16.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s