To była prawdziwa znajomość.

Pamiętam twoje szczęśliwe oczy i energiczne ruchy. Tę radość na mój widok. Całusy, którymi witałaś mnie tuż o poranku i ciepło twego ciała otulającego mnie na dobranoc. Byłyśmy naiwne. Żyłyśmy tak, jakbyśmy były nieśmiertelne.To miało być na zawsze. To miało być wieczne. Nie było. Miało trwać do końca. I trwało, ale nie takiego jak chciałam. To mój koniec miał nastąpić pierwszy, nie twój. Nie chciałam cierpieć. Część mnie umarła razem z tobą. Umiera nadal. Każdego. Kolejnego. Dnia. 


Pamiętam nasze wspólne plany. Miałyśmy wyjechać do Warszawy, Krakowa, Wrocławia. Gdzieś dalej do wielkiego miasta. Miałyśmy razem mieszkać. Widzieć swoje twarze na dzień dobry i do widzenia. Zwiedzać spacerując, spacerować zwiedzając nowe zakątki. Odkryć NASZE nowe miejsce przemyśleń.
Pamiętam nasz każdy spacer z osobna. Ten moment, kiedy po raz pierwszy odważyłam się dać ci swobodę. Chwile, kiedy odbiegałaś za daleko, oglądałaś się za mną i czekałaś aż dojdę. Jak wykonywałaś każde moje polecenie choć od samego początku wcale nie byłaś taka posłuszna.Nie zapomnę jak uciekałaś pod bramą i starałaś się dogonić dorożkę. Albo jak uważałaś, że dasz radę pokonać ciężarówkę i podgryzałaś jej koła. Jak wymykałaś się z domu tylko po to, aby poleżeć na kupce piachu i pełnić rolę psa paserskiego.
Zdarzyło się też coś, czego nigdy się nie spodziewałam. Byłaś wtedy mała, nieświadoma, a przynajmniej tak sobie wmawiałam. Myślałaś, że ty rządzisz. Ugryzłaś mnie. W policzek. W najbardziej widocznym miejscu. Przypominam sobie wylane łzy. Ale cię kryłam przed mamą. Wiedziałam co cię czeka jeśli się dowie. Przypudrowałam się najbardziej jak potrafiłam. Jako siedmiolatka nie miałam za dużego doświadczenia w tej kwestii. Mimo, to na nic to się zdało. Mama się dowiedziała.
Pamiętam jak stawiałaś swoje pierwsze kroczki w nowym domu. Jak szybko nauczyłaś się szpagatu na zbyt śliskiej podłodze.
Jak zatapiałaś się w głębokiej misce wody.
Jak wchodziłaś w najbardziej niedorzeczny zakątek domu, aby schronić się przed piorunami. Tak bardzo bałaś się burzy.
Każdej kąpieli też nie jestem w stanie puścić w zapomnienie. Za bardzo nienawidziłaś wody, ale tak cholernie cieszyłaś się, że w końcu jesteś czysta. Biegałaś po domu i chwaliłaś się każdemu mieszkańcowi.
Pamiętam jak nienawidziłaś każdego gościa. Nie znosiłaś obcych lecz potrafiłaś tolerować tych, którzy byli ważni dla mnie. Nie byłaś naiwna. Nie potrafiłaś ot tak zaufać. Potrzebowałaś na to czasu. Ale i tak czuję ogromną wdzięczność za to, że zdążyłaś zaakceptować moich przyjaciół zanim mnie opuściłaś.
Zawsze byłaś niejadkiem. Nie widziałam dotąd bardziej wybrednego psa. Chudłaś i tyłaś na przemian do czasu aż kompletnie postanowiłaś odrzucić jedzenie. Zaczęłaś mieć problemy z nerkami. Załatwiałaś się w domu. Sprzątanie po tobie nie raz doprowadzało mnie na skraj wytrzymania. Przeklinałam z bezradności. Nie wiedziałam jak ci pomóc. Nie byłaś stara. 9 lat to nie była górna granica wieku psa twojej rasy. Odeszłaś tak niespodziewanie. Podczas snu. Ułożyłaś swój mały, płaski pyszczek na klatce piersiowej i zamknęłaś oczy. Oddychałaś miarowo, ale z coraz większymi przerwami. Aż w końcu przestałaś całkowicie. Od zawsze nienawidziłam jak chuchałaś mi prosto w twarz. Tamtej nocy żałowałam, że tego nie lubiłam. Wręcz pragnęłam byś robiła to nadal. raz za razem. W nieskończoność.
Ludzie w ciebie nie wierzyli. Mówili, że jesteś nic nie warta, bo gryziesz gości. Mówili, że jesteś pojebana i głupia. Ale nie przejmuj się nimi. Oni tak naprawdę cię nie znali. Ja wiedziałam jaka jesteś. Z czym się zmierzałaś każdego kolejnego dnia. Jak ciężko ci było. Mam nadzieję, że nie byłam najgorszą opiekunką. Byłaś moją najprawdziwszą przyjaciółką Do dziś dziękuję Bogu, że miałam taki zaszczyt. Dziękuję ci, żabko! 😉
________________________________________

Ta historia jest tak prawdziwa, jak ty czy ja.  Perełka zmarła parę miesięcy temu. Do tej pory nie miałam odwagi zmierzyć się z tym. Dziś nadszedł ten dzień. Cierpię za każdym razem, gdy o niej pomyślę. I dochodzę do wniosku, że nie byłam dla niej taka, jaka chciałabym być. Nie zapisałam dnia jej śmierci. Nikt tego nie zrobił. To jedna z najgorszych rzeczy jakie kiedykolwiek zrobiłam, albo w sumie nie zrobiłam…
P1010166

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

DSC_0165 - Kopiaeyeemfiltered140818437119820140302_141055

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s