Ludzie nadziei.

Żyjemy w świecie ignorancji, przepychu i nieoryginalności. Uczestniczymy w pogoni za modą. Boimy się wyróżnienia, komplikacji, nowości czy skupienia uwagi na NAS SAMYCH przez ludzi takich jak MY. Zagubionych, szukających sensu istnienia i popełniających błędy. TAK JAK MY. 
Londyn. Piękne miasto. Anglia. Piękny kraj. Ludzie. Mili, serdeczni i niezwykle pomocni. Wszyscy wyrozumiali i pewni siebie. Ubrani z klasą i na poziomie. Komunikacja miejska niesamowicie ogarnięta, a o istnieniu ‚buntowników ulicznych’ i innych przestępczych czynach ani śladu. Przeciwieństwem do tego jest ogromny ruch uliczny i pośpiech. Człowiek nie zauważa człowieka pędząc za zrealizowaniem napiętego grafiku. Wszystko dopięte na ostatni guzik. Niby idealnie, a  jednak. Wielka Brytania zarówno jak i Stany Zjednoczone są krajami, o których zawsze myślałam w kategorii  „bogatych”. Bezrobocie mniejsze, bezdomnych prawie nie ma, a społeczeństwo może sobie pozwolić na wszelkie widzi mi się. Może byłam głupia, no i naiwna też, ale w życiu tak się nie pomyliłam. W naszej kochanej Polsce moje oczy nie widziały tylu bezdomnych ludzi, ilu ujrzały w UK. Za każdym razem moje serce pogrążało się w nadzwyczajnym smutku i bezradności. Za każdym. Zwłaszcza, gdy przy ich boku siedział pies, co pokazywało prawdziwe oddanie, wierność i miłość bez względu na to, co masz i kim jesteś, ale o tym innym razem. Ci ludzie byli niewidzialni. Niewidzialni dla ludzi czasu, kariery. Wszyscy przechodzili tuz obok z obojętnością i wydawałoby się bezwzględnością. Z powagą i arogancją mijali zwiniętych w kłębek ludzi na chodniku nie raz trzęsących z zimna. Nawet kątem oka ich nie zaszczycili. I to jest moment do którego zmierzałam pisząc ten post. Pewnego dość chłodnego dnia zamieniłam się w kogoś podobnego. Przestałam rozglądać się dookoła i uśmiechać do tych ludzi. Szłam z powagą i kamienną twarzą. Kompletnie w swoim świecie, celach, marzeniach. Nie dochodziło do mnie to, co działo się w około mnie. Jednak tylko do pewnego momentu. Chwili kiedy  słowa jednego z nich przywróciły mnie do rzeczywistości. „Just smile, ladies”. Just smile.. powiedział to człowiek, który wydawałoby się, że nie posiada nic. Ani dachu nad głową, jedzenia czy adekwatnego ubioru do pogody. Spojrzałam na niego jeszcze przez sekundę niekojarzącymi oczami. Uśmiechał się. Naprawdę cieszył się z życia. Radość wypełniała go całego. Była widoczna w każdej części jego ciała, głównie w oczach.Rozmawiał z psem i się śmiał. Nie załamywał się tym, że nie miał jak żyć. Wierzył w lepsze jutro. Cieszył się z tego, co ma. Doceniał fakt, że chociaż to ma. Postawa tego człowieka naprawdę mnie tknęła. Sprawiła, że zaczęłam myśleć. Nadal myślę, ale o wiele bardziej doceniam. To na pewno. Zbyt wielu ludzi nieustannie narzeka i nie patrzy na to, co dzieje się dosłownie przed nimi samymi. Buja daleko stąd. Wyznacza cele i gna dalej zadręczając się wszystkim, czego nie potrzebuje na chwilę obecną. Czasami trzeba się zatrzymać. Dzięki tamtemu człowiekowi robię to coraz częściej i wydaję się bardziej zadowolona i mniej kapryśna. Polecam. 😉 

#Żyjterazniepóźniej

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s